Ma na imię Marcysia i ma dziesięć lat… Ale czy na pewno to ona będzie bohaterem powieści? Dalsze strony wskazują, że raczej chyba nie… To jednak nic nie szkodzi ani jej, ani nikomu innemu. A zatem, ma na imię Marcysia i ma dziesięć lat…
Tyle na początek. To nie jest dużo, ale na razie powinno wystarczyć. Zresztą, nawet te dwie informacje są tylko w połowie prawdziwe, to znaczy prawdą jest tylko to, że ona ma na imię Marcysia, bo jeśli chodzi o wiek… No cóż, dziś ma dziesięć lat, a za rok będzie mieć jedenaście i tak dalej, a może już dziś ma czternaście, albo tylko osiem? To niezdecydowanie co do lat wcale nie jest takie pozbawione sensu, bo oto na przykład Marcysia czasami zaskakuje swoich rodziców takimi wiadomościami lub takim zachowaniem, że dostrzegają w niej dorosłego człowieka, a innym razem jej sposób myślenia jest na poziomie pierwszoklasisty, co czasami bywa mocno niepokojące.
Zatem, jak widać, wiek jest sprawą względną i lepiej nie przywiązywać się zbytnio do wieku Marcysi (w ogóle do czyichkolwiek lat. Gabrysia, mama Marcysi, na przykład uparcie od kilku lat obchodzi swoje trzydzieste piąte urodziny i wcale nie zamierza tego zmieniać, a podejrzliwych spojrzeń znajomych – dosyć oczywistych wobec takiego czasowego constans –po prostu taktycznie nie zauważa), bo nie jest to takie potrzebne, a czasami nawet dotkliwie komplikuje sprawy. A te przecież mają być proste i przejrzyste. Według takich założeń mają być przedstawione wszystkie zdarzenia, fakty, przemyślenia i spostrzeżenia… Ale i w nie bezpieczniej będzie też nie wierzyć… przynajmniej, nie tak do końca.
Ponadto, bohaterowie tej powieści i narrator uprzejmie proszą czytelników, by nie czytali jej kartek z kalendarzem, linijką, encyklopedią, gazetą i innymi instrumentami faktotwórczymi w ręku, by potem ocenić wartość dokumentalną zdarzeń. To jest powieść o życiu, a nie kronika faktograficzna lub dzieło naukowe o wartości historycznej i dokumentalnej. Dlatego niech czytelnika nie cieszy fakt, że przyłapał wymienione wyżej osoby na nierzetelności – one się tym zupełnie nie przejmą, bo nie o to tu wszak chodzi. To gwoli rozumienia ewentualnych rozbieżności, mogących zajść podczas określania czasu i przestrzeni, w jakich prezentowane są sytuacje, natomiast, jeśli chodzi o ich ocenę… W tym przypadku to już zupełnie proszę nie mieć pretensji, że może być ona inna od ogólnie przyjętej (choć często będzie mimo wszystko zbieżna). Bohaterom wolno przecież mieć odmienne zdanie, dziwnie myśleć, nieszablonowo analizować, bo oni są… bohaterami, a ci muszą być nieco inni… chociaż trochę… i może nie we wszystkim, ale jednak inni.
A więc, ma na imię Marcysia, ale tak do końca to nie wiadomo, czy jest to opowieść o niej, czy o jej rodzicach - Gabrysi i Janku - czy o świecie ją otaczającym, czy tym, który jest udziałem jej rodziców, czy będą tu dominować jej radości, czy ich smutki. Natomiast na pewno niekwestionowanym bohaterem tej powieści będzie niechciana przez nikogo zła passa, czyli pora deszczowa, a ta, jeśli nie ma się parasola ochronnego, potrafi dokuczyć, jak nikt…
Strona główna | O festiwalu | Galeria | Goście | Idea | Forum




